Początki

Historia Wojszyckiego Towarzystwa Koszykówki rozpoczęła się formalnie w 2002 roku. Wtedy to bliscy przyjaciele z podwórka Adam Bujnicki, Krzysztof Kopertyński oraz bracia Michał i Bartek Góralscy postanowili przerodzić swoją pasję, która ich łączyła, w coś większego – w coś co będzie umożliwiało realizację marzeń. Tym spoiwem utrwalającym więzy przyjaciół już od wielu lat była koszykówka. Dyscyplina, którą uprawiać może każdy, była dla młodych koszykarzy czymś więcej niż grą. Była miłością, dla której w tamtych czasach byli w stanie poświęcić wszystko. Ambicja, zapał i chęć rywalizacji doprowadziły to powstania drużyny koszykarskiej WTK Crew.

Co ciekawe, skrót WTK w nazwie drużyny nie oznaczał od początku tego, czym jest dzisiaj. Wziął się najzwyczajniej od nazwy napoju, który założyciele spożywali w tamtym okresie nader często - wódki (WTK = wódka). Dopiero po jakimś czasie zostało mu przypisane rozwinięcie Wojszyckie Towarzystwo Koszykówki, które funkcjonuje do dzisiaj. Jak łatwo można skojarzyć cała czwórka przyjaciół zamieszkiwała wówczas wrocławskie osiedle Wojszyce i stąd taka nazwa.

Skład drużyny poza czwórką założycieli tworzyli: Sebastian Młyńczak, Marcin Musielak, Dariusz Policki, Maciej Gawlik i - o czym mało już kto pamięta - Paweł Kosicki. W debiutanckim sezonie zespół rywalizował w Otwartych Mistrzostwach Wrocławia i Lidze WRONBA. Już w pierwszym roku funkcjonowania młodej drużynie udało się odnieść sukces w postaci awansu do I ligi OMW.

Latem 2002 roku ruszyła też druga inicjatywa – organizacja turniejów koszykówki ulicznej. Zainspirowani filmami z amerykańskich streetball’i, przyjaciele z WTK postanowili stworzyć swój własny turniej. Inną przesłanką był fakt, że tego typu imprez w mieście po prostu brakowało. Dwa dni, duże boisko, gra 5na5, muzyka, sędziowie, konkursy. Organizatorzy stworzyli imprezę, której nie powstydziliby się streetball’owcy zza oceanu. Tym większy może być podziw, że budżet turnieju stanowiły jedynie datki od lokalnych przedsiębiorców jak: Sztaba, Barys, Wojtanowicz, Chudeusz czy nagrody od ks. proboszcza z parafii Wojszyce. Każda z 12 startujących drużyn otrzymała koszulki a zwycięzcy dodatkowo puchary i medale. W mistrzowskiej drużynie z Kuźnik grał wtedy 18-letni Kamil Chanas, który później trafił nawet do pierwszej reprezentacji Polski i regularnie grywa w rozgrywkach Ekstraklasy. Turniej odbył się jeszcze czterokrotnie (w latach 2003, 2004, 2005 i 2007).

Lata rozwoju

Przez pierwsze trzy sezony drużyna nie była w stanie wyjść z dosyć mizernej, ale mocno rozbudowanej 3 ligi WRONBA. Postęp nastąpił w 2003 roku. Najpierw drużynie udało się pozyskać sponsora. Pomógł w tym nowy znajomy, a zarazem kibic drużyny Tomasz Łuszpiński. To on załatwił sponsora, firmę Reakman s.j., właściciela wortalu www.eHobby.pl, oraz poparł akces założycieli WTK do Klubu Sportowego Suchy Dwór, którego był wiceprezesem. Od tego momentu zawodnicy „Załogi” zaczęli grać w nowych strojach, trenować dwa razy w tygodniu i mogli się skupić tylko i wyłącznie na grze, gdyż finanse zapewniał sponsor.

Mimo dogodnych warunków, zespołowi wciąż czegoś brakowało. Przełomem okazało się zaangażowanie trenera Jacka Kalinowskiego. To cud, że taki fachowiec, który miał wieloletnie doświadczenie z gry w mistrzowskim zespole Śląska Wrocław oraz jako trener prowadził m.in. młodzieżową reprezentację Polski, postanowił się zaopiekować amatorskimi koszykarzami. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Gdy zobaczył ich pierwszy raz na treningu, tylko kręcił głową i zajęcia rozpoczął od ćwiczenia.... dwutaktów.

Od momentu pojawienia się trenera Kalinowskiego skończyła się podwórkowa fantazja, a rozpoczęła nauka prawdziwej koszykówki. Trener wpajał graczom WTK, że skoro nie są ani wysocy ani silni, to muszą walczyć wszyscy jako drużyna i tylko pełnym zaangażowaniem mogą wygrywać mecze. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W krótkim czasie zawodnicy WTK stali się mistrzami obrony. Strefa w ich wykonaniu funkcjonowała momentami, jak u najlepszych. Tracili średnio po ok. 30 punktów w meczu. Szczelna obrona i młode nogi pozwalały na wyprowadzanie kontrataków, które uparcie były ćwiczone na treningach. Już w pierwszym sezonie pod wodzą trenera, drużyna eHobby.pl WTK (bo tak się wtedy nazywała) awansowała do II ligi WRONBA, nie ponosząc po drodze żadnej porażki i zdobywając tytuł Mistrza III ligi.

Na tym jednak ambicje się nie kończyły. Wśród zawodników krążyła wiara, że mogą wejść na sam szczyt. Kolejnym celem była I liga. Sezon w drugiej lidze rozpoczęli od 4 kolejnych wygranych i dodając do tego 8 wygranych z trzeciej ligi, zanotowali jeden z najdłuższych zwycięskich marszów w historii WRONBA (12 wygranych z rzędu). Wydawało się, że nic nie jest w stanie zatrzymać WTK. Niestety w tym momencie po raz pierwszy zdradziła ich zbytnia pewność siebie. Następny mecz, zakończony porażką, był szokiem. Zespół został wytrącony z rytmu i w efekcie przegrał też kolejne dwa mecze i awans do I ligi przeszedł bokiem.

Mimo tego niepowodzenia drużyna rozwijała się pięknie. Średnia wieku wynosiła nieco ponad 20 lat. Kadra była szeroka. W zespole pojawiali się nowi, coraz lepsi gracze, m.in: Maciek Wawrzyniak, Hubert Rzewuski, Rafał Jurneczko, Łukasz Tur, Michał Dul, Jakub Felix, Grzegorz Huk, Tomasz Gołębiowski, Tomasz Szmigiel czy Stanisław Rogoziński. Założyciele stworzyli stronę internetową towarzystwa, która stała się platformą wymiany myśli między zawodnikami i kibicami, których na meczach stawiało się coraz więcej. Funkcjonowało też oficjalne logo WTK, z którym utożsamiali się gracze i fani. O drużynie i turniejach pisały Gazeta Wrocławska i tygodnik Basket. Bracia Góralscy zostali wytypowani do udziału w braterskim meczu Asów Ligi WRONBA.  W różnych okresach aż czterech graczy WTK (Adam Bujnicki, Darek Policki, Marcin Musielak i Krzysztof Kopertyński) kwalifikowało się do konkursu rzutów za trzy podczas finału ligi. Zespół rywalizował w rozgrywkach ligowych WRONBA, WROBASKET, OMW, TST Liga. Był także zapraszany na okręgowe turnieje do Kątów Wrocławskich czy Sławy. Podczas okresu nauki na studiach utworzono drużynę ekoWTK, która startowała w rozgrywkach ligi akademickiej na Uniwersytecie Ekonomicznym i dwukrotnie zdobyła tam wicemistrzostwo. W okresie letnim gracze WTK występowali w różnych turniejach streetball’owych, a na ołtaszyńskim boisku można ich było spotkać niemal codziennie.

Pierwszy upadek

W kolejnych sezonach WTK zawsze było stawiane w gronie faworytów do awansu, ale wciąż czegoś brakowało. W sezonie regularnym zwykle szło nieźle. Jednak w czasie play-off’ów zawsze górę brały nerwy i drużyna się rozsypywała w najważniejszych momentach. Wydawało się, że moment przełomowy nastąpi w 2006 roku. Zespół WTK z bilansem 5 zwycięstw i 2 porażek wygrał swoją grupę. Następnie w pierwszej rundzie Play-Off’s pokonał odwiecznych rywali z zespołu Sampraus. Do upragnionego awansu brakowało już tylko jednego zwycięstwa. Na drodze stanął zespół o nazwie Mudżahedini. Drużyna ta niczym szczególnym się nie wyróżniała, ale do przerwy prowadziła wyraźnie. Zwrot sytuacji nastąpił po zmianie stron, gdy przeciwnicy po kolei spadali za faule. WTK zaczęło odrabiać straty. W czwartej kwarcie doszło do paradoksalnej sytuacji, gdy w drużynie Mudżahedinów na parkiecie pozostało już tylko 2 (DWÓCH!!!) zawodników. Na kilka sekund do końca regulaminowego czasu gry drużyna WTK doprowadziła do remisu i jak się wydawało dogrywki. W doliczonym czasie gry dwóch rywali nie miałoby szans z piątką WTK. W tym momencie wydarzył się jednak największy dramat w historii towarzystwa. Jeden zawodnik przeciwników wybijał piłkę zza linii końcowej, natomiast drugi, kryty przez pięciu graczy, zdołał im uciec i po otrzymaniu dobrej piłki od kolegi zdobył punkty z akcji sam na sam z koszem. Tym sposobem WTK poniosło najbardziej druzgocącą porażkę w dziejach swoich występów na parkietach ligowych.


Świadomość zmarnowanej szansy była zbyt trudna do zniesienia. Wciąż młodym zawodnikom WTK ciężko było się podnieść po takiej porażce. Z drużyny odszedł sponsor. Trener Kalinowski nie mógł już poświęcać zespołowi tyle czasu co kiedyś. Wśród zawodników opadł zapał i zaangażowanie. Wszystko to doprowadziło do upadku drużyny. Każdy kolejny sezon był coraz gorszy. Inne zespoły poszły do przodu a WTK stanęło w miejscu. Zamiast awansu do I ligi przyszedł spadek do III. To oznaczało koniec drużyny, która przez cztery lata tak ambitnie, ale niestety nieskutecznie walczyła o realizację postawionego przed sobą celu. Dla założycieli drużyny stało się jasne, że nadszedł czas zmian.


Połączenie i odrodzenie

Po spadku do trzeciej ligi długo nie było wiadomo, czy drużyna się w ogóle do niej zgłosi. Po 5 latach od dnia powstania drużyny, WTK znalazło się w tym samym miejscu co na początku. Nie było nic – ani sali, ani trenera, nie wiadomo było nawet czy uda się zebrać zawodników. W tym momencie założyciele postanowili zrobić to, co często robią firmy w czasach kryzysu - poszukali partnera. Drużyna WCW to starzy znajomi graczy WTK z boiska na Ołtaszynie. Zespół ten w tym samym momencie znalazł się w bardzo podobnej sytuacji. Również spadli do 3 ligi i, podobnie jak WTK, borykali się z problemami kadrowymi i brakiem chemii w drużynie. Mieli za to sponsora. Wspólnie postanowiono połączyć siły. Z jednego i drugiego zespołu zostało po 5-6 najbardziej zaangażowanych zawodników. Zakupiono nowe stroje i drużyna o nazwie WCW WTK przystąpiła do rozgrywek trzeciej ligi.

Połączenie dwóch drużyn tchnęło nowego ducha w zespół. Nowy twór jak burza przeszedł przez fazę grupową rozgrywek, odnosząc nie tylko komplet zwycięstw, ale również gromadząc najlepszy bilans punktowy. W meczach o awans drużyna zagrała dwa świetne mecze dzień po dniu i zapewniła sobie awans do drugiej ligi. Zwieńczeniem udanego sezonu było zwycięstwo w meczu finałowym i drugie w historii mistrzostwo III ligi. Nastroje i morale drużyny podbudowało także zwycięstwo w I edycji Ligi Letniej WRONBA. Co prawda w rozgrywkach tych startowało zaledwie 6 drużyn, ale w finale gracze WTK ograli dużo bardziej utytułowaną i doświadczoną drużynę TAKO.

Drugi rozłam

Pojawiła się nadzieja, że może to, co nie powiodło się za pierwszym razem, uda się teraz. WCW WTK rozegrało całkiem niezły pierwszy sezon w drugiej lidze i po cichu powróciło marzenie o awansie do pierwszej ligi. Trwało ono jednak bardzo krótko. Niestety przez rok wspólnych treningów nie udało się w pełni zintegrować drużyny. Inne było nastawienie graczy wywodzących się z WTK, a inne tych z WCW. Odbijało się to na podejściu do treningów i frekwencji na meczach. Pogarszająca się atmosfera przerodziła się kłótnie na meczach i słabą postawę całego zespołu. Kiepski sezon zakończył się spadkiem do trzeciej ligi.

Wycofanie się kilku drużyn z rozgrywek sprawiło, że zarząd ligi przywrócił drużynę WCW WTK, jako spadkowicza z najlepszym bilansem, z powrotem do drugiej ligi. Pojawiły się nadzieje, że uda się jeszcze poprawić atmosferę i wyprowadzić drużynę na prostą. Niestety szybko zostały one rozwiane. Część zawodników wolała oglądać mecze Ligi Mistrzów zamiast wylewać pot na środowych treningach. Co gorsza, mało kto przychodził też na mecze. Czaru goryczy dopełnił fakt, że osoby odpowiedzialne za licencje zapominały w ogóle o tym, że drużyna rozgrywa mecz. Doprowadziło to do niechlubnego - pierwszego w historii - oddania przez WTK meczu walkowerem. Drugi pod rząd spadek i koniec kolejnej ery w dziejach WTK.

Powrót do korzeni

W 2009 roku, pochłonięci nowymi życiowymi obowiązkami, założyciele WTK stanęli przed bardzo ważnym pytaniem: ciągnąć to dalej czy zakończyć w tym momencie? Po raz kolejny drużyna nie miała nic. Nie było zawodników, treningów, nie wspominając już o trenerze czy sponsorze. Co gorsza podupadł też zapał i zaangażowanie. Idea turniejów WTK skończyła się już w 2007 roku, gdy organizatorzy, przy braku większego entuzjazmu, zorganizowali pożegnalną V edycję. Wydawało się, że to koniec trwającej 8 lat przygody przyjaźni z koszykówką.

Ciężko ocenić, co tak naprawdę uratowało WTK przed rozpadem ostatecznym. Może to strach przed tym, że gdy ta przygoda się skończy to wszyscy będą tego żałować. Może założyciele nie potrafili sobie wyobrazić życia bez koszykówki. A może po prostu wygrało uczucie, że WTK znaczy za dużo, żeby móc sobie pozwolić na porzucenie go ot tak nagle. Pewnie wszystkiego po trochu. Tak czy inaczej, drużyna została po raz kolejny reaktywowana. Udało się zebrać skład złożony praktycznie z tych samych graczy, którzy zaczynali przygodę z WTK, tylko 8 lat starszych. Zdecydowano o porzuceniu rozgrywek WRONBA, które były prestiżowe, ale jednocześnie kosztowały wiele nerwów. W ostatniej chwili zgłoszono zespół do ligi WROBASKET. Gracze wrócili do starych zielonych strojów z logo eHobby.pl.

Co najważniejsze w drużynę po raz kolejny wstąpił nowy duch. Wróciła radość z gry. Skończyły się kłótnie na boisku. Poprawiła się za to frekwencja na treningach i meczach. Gra drużyny nie była może zbyt składna, ale na drugą ligę WROBASKETu wystarczająca. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że Team WTK już za pierwszym podejściem awansował do I ligi. Ligi, w której grają najlepsze drużyny – te z Super i I ligi WRONBA. Przed drużyną, która pół roku wcześniej stała nad przepaścią, pojawiło się wyzwanie, o którym marzyli zawsze. Jakie będą dalsze losy WTK nie sposób przewidzieć. Czy osiągną wreszcie jakiś duży sukces i spełnią swoje marzenia czy po raz kolejny pojawi się groźba rozpadu, czas pokaże.