1 paź 2009

Kolejna Nowa Era WTK

Restart? Renowacja? Reaktywacja? Restrukturyzacja? Resocjalizacja? Zwał jak zwał, fakt jest taki, że WTK po raz kolejny próbuje uniknąć rozłamu ostatecznego, który miałby doprowadzić do smutnego końca trwającej już blisko 8 lat idei. Osiem lat!!! Kto by pomyślał. Trochę się wydarzyło przez ten czas. Zmieniały się cele, zmieniali się zawodnicy. Zmieniały się nastroje, raz byliśmy na górze, za chwilę spadaliśmy w dół. Zmieniały się priorytety, zmieniło się podejście. Ale jeżeli potrafimy popatrzeć za siebie i cofnąć się w przeszłość, zobaczymy, że w gruncie rzeczy najbardziej ze wszystkiego zmieniliśmy się MY!

Brzmi to ja banał, wiem. Co tu porównywać szalonego nastolatka nieustraszonego, nieokrzesanego, gotowego na każde wyzwanie, wierzącego, że wszystkie szczyty są do zdobycia, z człowiekiem, który zaczyna poznawać prawdziwy smak życia opartego na odpowiedzialności, obowiązku, stresie, poświeceniu, kompromisie. Nie jest to łatwy okres dla nikogo. A jeżeli ktoś twierdzi inaczej to mu zazdroszczę. Pytanie tylko, czemu w procesie tych wszystkich przemian tak szybko zapominamy? Dlaczego teraz nie jesteśmy z siebie dać nic dla czegoś, co przez długi okres było dla nas wszystkim? Prawda jest taka, że gdyby nie jeden rozpaczliwie brzmiący sms, wszystko mogłoby się już skończyć. I nie chodzi tu tylko o koszykówkę. Tak, tak nisko to zaszło - do jednego smsa. Wiele już było słów powiedzianych i napisanych, wiele było zapewnień i deklaracji. Ale co to dało? NIC! Skończyła się przyjemność, potem zaczęła zamierać ochota, a gdy jej już nie ma to zaczyna zanikać potrzeba. I tak oto się okazuje, że człowiek, który kiedyś drugiego bez zastanowienia nazywał PRZYJACIELEM, za chwilę nie ma z nim o czym rozmawiać.

Teraz już wiem. Piękne słowa nic nie dają. Podobnie jak same chęci. Niewiele nawet pomagają szczere rozmowy, które kiedyś traktowałem jako antidotum na wszystko. Jedyne co jest w stanie coś zmienić to CZYNY. I nie wystarczą starania jednego czy dwóch. Nie wystarczą nawet połowy. Jeżeli coś ma przetrwać to potrzebuje zaangażowania całości. I to bez przerwy. I nie tyczy się to tylko koszykówki, bo to oczywiste, że jak jeden się nie przykłada to można przegrać mecz. Mam na myśli tutaj drużynę, ale jako metaforę życia, gdyż tak należy ją w naszym przypadku traktować. Można chcieć to zrozumieć lub nie. Nie ma obowiązku, Nikt nikogo do niczego nie ma zamiaru zmuszać. Można co najwyżej zachęcić. Wybór jest prosty, każdy z nas jest panem swojego losu i jeżeli nie będzie chciał to trudno. Podejmujemy jednak jeszcze raz tą próbę. Może to jest po prostu taki okres, który trzeba umieć przetrwać. Nikt z nas przecież nie wie. Tak, jak mi powiedział niedawno, sam już nie wiem kto dokładnie (przyjaciel? kumpel? ziomal?): „największą porażką byłoby się teraz poddać”.

Zaczynamy od zera. Ten blog ma być swego rodzaju platformą wymiany myśli i spostrzeżeń. Każdy, kto chce może mieć do niego dostęp. Jeżeli komuś jest łatwiej coś napisać niż powiedzieć, niech się nie krępuje. Piszmy tu o wszystkim co dotyczy WTK. Nie będzie tej strony odwiedzało tysiące osób. Ma być tworzona przez nas dla nas. Nie ma obowiązku pisania, nie ma też konieczności czytania. Jeżeli ktoś chce może tu zaglądać.

Podobne podejście dotyczy się też drużyny. Nikt nikogo nie zmusza do grania, trenowania, interesowania się. Jest tylko prośba o uczciwość. Jeżeli ktoś nie czuje już przyjemności i ochoty niech nie oszukuje innych, tylko szczerze powie, że już nie chce. Nikt nie będzie miał pretensji. Podobno zmiany czasem pomagają, a nieraz są wręcz konieczne. Dlatego po 15 sezonach spędzonych na parkietach WRONBY, dwóch mistrzostwach 3 ligi i czterech spadkach, rezygnujemy z niej i przenosimy się do WROBASKETU. Co ciekawe zaczynamy niemal tym samym składem, który w 2002 roku pod nazwą WTK Crew po raz pierwszy wyszedł na parkiet. Jest Góral, Adamek, Bartek, Seba, Polek, Muślak i Ja. Nie ma tylko Gawla, za to jest Szmigiel, który jest już z nami od blisko 4 lat. Zatem w niemal tym samym składzie co 7 lat temu drużyna WTK rozpoczyna nowy rozdział w swojej historii. Skład nie jest oczywiście zamknięty. Jeżeli znajdzie się ktoś odpowiedni, kto będzie wyrażał ochotę, może dołączyć do drużyny.

Cel na ten sezon stawiamy jeden. Zrobić ile się, aby znowu czerpać przyjemność z gry i spotykania się ze sobą. Wygrane nie są teraz najważniejsze. Nigdzie nie spadniemy. Nie musimy też awansować. Ważne, abyśmy się znowu mogli cieszyć z możliwości grania ze sobą. Nie mamy w tej chwili sali. Nie będziemy wynajmować na własną rękę, gdyż przy obecnym składzie nie jesteśmy w stanie jej utrzymać. Szukamy zatem drużyny, do której można byłoby się podpiąć i mieć regularne wspólne treningi/sparingi. Jeżeli ktoś coś znajdzie niech da znać.

To by było tyle, mam nadzieję, że ten wpis zapoczątkuje wymianę myśli i poglądów na tym blogu i choć w małym stopniu pomoże przywrócić WTK do tego czym kiedyś było.

Krzychu

2 komentarze:

-=adam3k=- pisze...

Kurcze nie łatwo się czyta to, co Kszyhu napisałeś i aż ciężko zdać sobie sprawę, że to prawda... Kiedyś płynęliśmy jedną łodzią, wszyscy stojąc za jej sterami, czas jednak sprawił, że z niej wypadliśmy i każdy wpadł w osobny wir, a łódź stała się jedynie obiektem naszych westchnień. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że chyba każdy z nas zdał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Może zabrzmi to idiotycznie, ale mam nadzieję, że ostatni czas był etapem separacji, jak w małżeństwie, który dał stronom wytchnienie, siłę i nową jakość, która miejmy nadzieję odbije się w czerpaniu przyjemności na boisku ale i nie tylko.

Krzychu pisze...

No tak, zdać sobie sprawę to może i zdał, pytanie tylko co od tego momentu zrobił!?

Prześlij komentarz

Uwaga: Po napisaniu komentarza, w polu "Komentarz jako:", wybierz "nazwa/adres URL", a gdy pojawi się nowe okno - podpisz się w polu "nazwa" i naciśnij przycisk "Dalej". Możesz też podać swój adres e-mail lub stronę domową w polu "adres URL". Następnie naciśnij przycisk "Zamieść komentarz", aby po chwili twój komentarz był widoczny pod postem.