W dniu wczorajszym (sobota - 24.10.2009) tuż przed "polską walką stulecia" zawodnicy WTK rozegrali drugi mecz w bieżącym sezonie rozgrywek WROBASKET. Mecz, który bardzo chcieli wygrać, a paradoksalnie o mały włos nie przegrali na własne życzenie.
Nic nie wskazywało na to, że mecz z drużyną Kwintet Egzotyczny będzie spacerkiem i taki też nie był. Długo przed meczem wiadomo było, że nie wystąpi nasz jedyny prawdziwy center, czyli Tomek. Co gorsza do ostatniej chwili ważyły się losy gry Marcina, a więc naszej jedynej prawdziwej "jedynki". Jak się okazało nie zdążył wyleczyć choroby i ostatecznie na pojedynku zjawiliśmy się w ledwie sześcioosobowym składzie.
Podobnie jak w meczu poprzednim z KSP Gospoda zaczęliśmy całkiem nieźle. Kilka udanych indywidualnych zagrań i pierwsza kwarta pięcioma punktami dla nas. Co ciekawe wszyscy zawodnicy pierwszej piątki WTK zdobyli już w tej kwarcie punkty. Świadczyć by to mogło o zespołowej grze naszej drużyny. Nic bardziej mylnego. Brak zgrania dał o sobie znać już w następnych 10 minutach. Mało podań, rwane rzuty z nieprzygotowanych pozycji, kolejne próby forsowania obrony w indywidualnych akcjach i kłopoty gotowe. Kwarta przegrana 4 do 12 i na przerwę schodzimy z trzypunktową stratą do rywali. W nasze poczynania wkradła się zupełnie niepotrzebna nerwowość, która już nieraz potrafiła zniszczyć naszą grę.
Przerwa w połowie meczu pozwoliła na przeanalizowanie i zrozumienie popełnianych błędów. Na trzecią kwartę wyszła zupełnie odmieniona drużyna WTK - rozrzucająca obronę, biegająca, stawiająca zasłony, podająca do graczy na lepszej pozycji. Grę potrafił pociągnął Seba, który w całej trzeciej kwarcie zdobył 8 punktów i wyprowadził nasz zespół ponownie na prowadzenie.
Początek czwartej kwarty to z kolei koncert gry Górala. Trafiał niemal z każdej pozycji: spod kosza, z półdystansu, po pick&rollach, kontrach i indywidualnych akcjach. Zdobył pierwsze 11 punktów WTK w ostatniej odsłonie meczu i był kompletnie nie do zatrzymania dla przeciwników. Ci jednak nie chcieli odpuścić. Gdy w pewnej chwili prowadziliśmy 58:50 wydawało się, że jest już po meczu. W tym momencie jednak nerwy ponownie dały o sobie znać. Wystarczyło, że przeciwnicy przeszli na obronę na całym boisku, a w poczynania naszej gry wdarł się paraliż. Po mojej koszmarnej stracie na własnej połowie, próbujący ratować sytuację Góral popełnił piąte przewinienie w meczu, a rywale zbliżyli się do nas na zaledwie jeden punkt. Na szczęście wykorzystana przerwa na żądanie uspokoiła sytuację. Czwarta już w meczu trójka Darka oraz pewnie wykorzystane osobiste przez Sebastiana pozwoliły utrzymać prowadzenie i cieszyć się z pierwszej wygranej w sezonie. Końcowy wynik: WTK 63 - Kwintet Egzotyczny 59.
Punkty dla naszej drużyny w tym meczu zdobyli: Góral 24, Seba 14, Darek 12, Bartek 7, Krzychu 6.
Plusy:
- Drużynowa gra w trzeciej i czwartej kwarcie. Bardzo ważne, że udało nam się w trakcie meczu zrozumieć, że siła naszej gry musi się opierać na zespołowości, a nie indywidualnych zagraniach poszczególnych graczy. Okazuje się, że nawet bez zagrywki, gdy pogramy trochę podaniem, pobiegamy i postawimy kilka zasłon to wychodzi z tego zazwyczaj coś fajnego.
- Świetna gra Górala. Zawodnik ten przypomniał nam w tym meczu, że gdy jest zdeterminowany do walki, a jednocześnie czerpie radość z gry, nawet nie będąc w najlepszej dyspozycji fizycznej, potrafi w pojedynkę ciągnąć grę na swoich barkach. To już ten czas, aby ten niewątpliwy talent wreszcie pokazał pełnię swoich możliwości.
- Dobry występ skrzydłowych. Każdy wniósł do gry coś innego i to dodatkowa wartość. Darkowi nie wychodziły wjazdy, ale sypnął 4 trójki, w tym dwie w czwartej kwarcie. Ponadto świetnie uruchamiał kontry długimi podaniami przez całe boisko. Seba zagrał rewelacyjnie w drugiej połowie. Biegał do kontrataków, nie bał się atakować kosza i trafiał z półdystansu. Na koniec wykorzystał pewnie dwa osobiste w kluczowym momencie. Bartek jak zwykle wykazał się zaangażowaniem, które w dodatku po raz kolejny podparł dobrą grą w ataku. Nie chcę zapeszać, ale wydaje mi się, że w tym momencie gra on najlepszą koszykówkę w swoim życiu.
- Nerwy, nerwy, nerwy. Gra naszej drużyny w pierwszej połowie wyglądała podobnie do tego co prezentowaliśmy 7 lat temu, gdy pierwszy raz wyszliśmy na mecz ligowy. Chaos, szybko oddawane rzuty, straty - zupełnie bez ładu i składu. Potem to się wszystko udało jakoś opanować, ale stres powrócił znowu w końcówce. Koszmarne starty, niepotrzebne faule i tak o to mało brakowało, a wypuścilibyśmy wygrany mecz.
- Brak pomocy w obronie. O ile decyzja o kryciu "każdy swego" wydaje się niezłym pomysłem, to komunikacja wciąż pozostaje dużym problemem. W czwartej kwarcie przeciwnicy bezkarnie mijali naszych zawodników i bez problemów zdobywali kolejne punkty. W konsekwencji doprowadziło to do nerwowej końcówki - na szczęście - z happy endem.

5 komentarze:
Mecz pełen wrażeń, nie da się zaprzeczyć.
Myślę, że wrażenia zapewniał ten "niewątpliwy talent", który prawdopodobnie w końcu pokazał pełnię swoich możliwości :)) pozdro
hej Matt, miło Cię tu widzieć, trafny komentarz ;) Pozdro
Coś długo na stronie dzkosz.wroclaw.pl nie umieszczają terminarza na kolejne mecze. Nie wiadomo czy się szykować na ten tydzień? Ale raczej nie bo tylko dwa mecze nam zostały.
teraz święto więc raczej gry nie będzie, rzeczywiście do stycznia 2 mecze zostały, więc nie będzie tak, że co tydzień gramy niestety
Prześlij komentarz
Uwaga: Po napisaniu komentarza, w polu "Komentarz jako:", wybierz "nazwa/adres URL", a gdy pojawi się nowe okno - podpisz się w polu "nazwa" i naciśnij przycisk "Dalej". Możesz też podać swój adres e-mail lub stronę domową w polu "adres URL". Następnie naciśnij przycisk "Zamieść komentarz", aby po chwili twój komentarz był widoczny pod postem.