Co prawda wczoraj około godziny 18:40 tablica w Hali Uniwersytetu Wrocławskiego przy ul. Przesmyckiego wyświetlała wynika WTK 52 - Gospoda 60, ale chyba nikt w naszej drużyny nie czuł się specjalnie przegranym. Faktycznie nie udało nam się wygrać meczu, który miał być rewanżem za porażkę sprzed lat. Meczu, w którym przez większość jego część prowadziliśmy i mieliśmy przewagę liczebną nad przeciwnikiem. Ktoś mógłby nawet pomyśleć, że jak zwykle w ostatnich latach zawaliliśmy mecz, który był do wygrania. Jednak my wiemy, że ta porażka jest tak naprawdę małym kroczkiem w przód a nie wstecz. Możemy śmiało powiedzieć, że był to udany debiut reaktywowanej drużyny, mimo iż nie został okraszony zwycięstwem.
Zaczęliśmy jak za starych dobrych lat: obrona jak za czasów trenera Kalinowskiego, szybko rozrzucana strefa, dobre pozycje, celne rzuty i parę kontrataków. Myślę, że nawet przeciwnicy byli zaskoczeni tempem, które narzuciliśmy. W pewnym momencie prowadziliśmy już 14:3. Pierwsza kwarta zakończyła się komfortowym prowadzeniem 18:10. W drugiej kwarcie mieco zwolniliśmy, ale wciąż nie było źle. 13 punktów zdobytych i tyle samo straconych. Ośmiopunktowe prowadzenie zostało podtrzymane.
Wydawało się, że mimo braku treningów, sparingów i innych negatywnych okoliczności zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki. Przeciwników było przecież tylko pięciu, a nas ośmiu. W trzeciej kwarcie braki kondycyjne dały o sobie znać. Skończyła się zbiórka, siadła kontra, przeciwnicy rozpracowali naszą zagrywkę. Efekt był taki, że rywale zdobyli pierwsze 7 punktów w drugiej połowie i już za chwilę byli na prowadzeniu. Ważne jednak, że w tym momencie mimo zmęczenia nie poddaliśmy się. Po trzeciej kwarcie wynik był wciąż sprawą otwartą (39:39). W ostatniej kwarcie wychodziliśmy jeszcze 2 razy na prowadzenie, ale to jednak zawodnicy Gospody, dzięki ponawianym akcjom i celnym osobistym wyszli na 1,5 minuty przed końcem na siedmiopunktowe prowadzenie. Bardzo ważne jest to, co się wydarzyło potem. Zapewne kilka lat temu w takiej sytuacji bylibyśmy już zrezygnowani i odpuścilibyśmy końcówkę. W tym wypadku było inaczej. Trójka, obrona, ładna akcja give&go, obrona i tak o to mieliśmy piłkę na wyrównanie. Tym razem się nie udało, ale najważniejsze, że się nie poddaliśmy i ta waleczność powinna zaprocentować w przyszłości.
Plusy:
• Okazuje się, że kontra wciąż może być naszą silną bronią. Dopóki były siły, wychodziła nam całkiem nieźle. Zapamiętałem pięć takich akcji zakończonych punktami. Dwie kończył Bartek, jedną Marcin (podanie od Bartka) i dwie były bezpośrednio po przechwytach (Darek, Góral). Tak więc 10 łatwych punktów po szybkich akcjach.
• Trójki, które były naszą piętą achillesową praktycznie przez cały okres gry z WCW, w tym meczu były naszą mocną stroną. Widać tu pozytywny wpływ powrotu Darka i Marcina, którzy gdy są w formie, rzucać umieją. Trafiliśmy 6 rzutów a uczyniło to aż pięciu graczy (Adamek, Seba, Marcin, Góral i Darek x2). 18 punktów z trójek to sporo.
• Zagrywka. Na początku wychodziła bez zarzutów. Przeciwnicy stali dwoma z tyłu a więc łatwo było podać na skrzydło. Dzięki temu były pozycje. Z upływem czasu i narastającym zmęczeniem wychodziła jednak dużo gorzej.
• Dobry pomysł ze zmianą obrony. Co prawda braki kondycyjne, nie pozwoliły obronie "jeden an jednego" zupełnie zatrzymać przeciwników, ale udało się ich przecisnąć na tyle, że niemal odrobiliśmy siedmiopunktową stratę.
• Atmosfera. Piszę o tym na końcu, ale to chyba jest najważniejsze ze wszystkiego. Nie było niepotrzebnych kłótni czy żali. Zagraliśmy jak drużyna i przegraliśmy jak drużyna. Jeżeli będziemy tak trzymać, w następnych meczach musi być dobrze.
Minusy:
• Kondycja. Miała wpływ z zasadzie na każdy element naszej gry. Gdy opadliśmy z sił, zaczęło szwankować wszystko. Szczególnie bolesny był brak zbiórki, przez co przeciwnicy zdobywali punkty po drugiej, trzeciej a czasami i czwartej próbie. Siadło ogólnie tempo naszej gry, skończyło się bieganie do kontry i szybkie rozrzucanie strefy. Wydawało się, że to my powinnyśmy zabiegać rywala w pięcioosobowym składzie, a okazało się zupełnie na odwrót.
• Brak "małych gierek". Pojawił się często popełniany w przeszłości błąd zbytniego przywiązania do zagrywki. Musimy zacząć zdobywać punkty po prostych akcjach dwójkowych i trójkowych. "Pick&roll", "give&go", podanie do zastawionego centra i oddanie z powrotem do niskiego ("post"). Tego praktycznie nie było. Gdy piłka kilka razy trafiła do Tomka na "posta" zwykle wychodziło z tego coś dobrego. Trzeba z tego korzystać częściej.
• Wjazdy. W zasadzie nie zdobywaliśmy z nich punktów. Ze dwa razy w strefę wbił się Darek i były z tego punkty. Moje nieśmiałe wejścia i Marcina, kończyły się zwykle stratami. Trzeba rozrywać obronę w ten sposób i robić to dynamicznie i zdecydowanie. Wystarczy dodać, że w całym meczu rzuciliśmy w sumie 7 osobistych (4 razy stawaliśmy na linii) z czego zdobyliśmy tylko 4 punkty!!! Przeciwnicy rzucali 26 razy z czego zdobyli aż 18 punktów!!! A to przecież my powinniśmy próbować ich wyfaulować!!! Duży błąd taktyczny.
• Komunikacja. W pierwszej kwarcie starałem się przesuwać trochę strefę. Potem w naszej obronie było już bardzo cicho. Musimy sobie pomagać słownie, zwłaszcza przy przesuwaniu strefy i przekazywaniu w obronie "na swego".
Kilka faktów statystycznych:
• Zdobyliśmy 52 punkty. W ostatnich dwóch sezonach we Wronbie pod nazwą WCW WTK zdobywaliśmy średnio 39,6 pkt.
• Dwóch zawodników KS Gospoda rzuciło nam w sumie 41 punktów. Robert Maćkowiak (nr 12) rzucił 20 punktów, a Łukasz Łyszczarek (nr 9) aż 21. Co ciekawe ten drugi w ubiegłym sezonie liga WRONBA (3 liga) zdobywał średnio 3,0 pkt na mecz przy skuteczność 19% za dwa i 15% za trzy. W całej karierze we WRONBA w 56 meczach trafił zaledwie 22 trójki przy skuteczności 19%. Jego rekord punktowy to 16 punktów w meczu. Nie udało mu się nigdy trafić więcej niż 3 trójki w meczu. Nam wczoraj rzucił 4 trójki i raz był faulowany przy rzucie trzypunktowym (wykorzystał 2 z 3 osobistych). Mecz życia???
• Wszyscy zawodnicy WTK zdobywali wczoraj punkty. Najwięcej zdobyli Góral i Darek po 12 punktów, Marcin i Bartek po 6 punktów, Adamek i Tomek po 5 punktów oraz Seba i Krzychu po 3 punkty.
Krzychu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O nas
Wojszyckie Towarzystwo Koszykówki to nieformalna organizacja zrzeszająca miłośników koszykówki.

5 komentarze:
dobrze bylo ;) trza tylko biegac wieczorami :)
Myślę, że największym błędem było to, że nie wchodziliśmy pod kosz, a jak wchodziliśmy to nieskutecznie. A to jest przecież podstawowy element koszykówki, wejście pod kosz i rzut. Za bardzo chcieliśmy chyba grać tą zagrywkę.
Ja uważam, że wcale tak wiele błędów nie popełniliśmy. Gdyby była kondycja i gdyby nas nie zatkało to byśmy spokojnie ten mecz wygrali :)
Ja chciałbym tylko dodać, że naprawdę nie pamiętam kiedy tak fajnie jak wczoraj grało mi się w meczu ligowy w WTK.
Może to tylko moje wrażenie, ale grało się jak za bardzo dawnych starych czasów. Już dawno nie było zwykłej radości z gry.
Prześlij komentarz
Uwaga: Po napisaniu komentarza, w polu "Komentarz jako:", wybierz "nazwa/adres URL", a gdy pojawi się nowe okno - podpisz się w polu "nazwa" i naciśnij przycisk "Dalej". Możesz też podać swój adres e-mail lub stronę domową w polu "adres URL". Następnie naciśnij przycisk "Zamieść komentarz", aby po chwili twój komentarz był widoczny pod postem.