Nie wiadomo kiedy rozegramy pierwszy mecz Play-off'ów, ale można zakładać, że będzie to dopiero drugi weekend stycznia. Mamy zatem sporo czasu na odpoczynek i refleksje. Na szczęście treningi będą się odbywać bez przeszkód, gdyż żadna środa nie koliduje ze Świętami. Jest więc cicha nadzieja, że uda się przynajmniej częściowo spalić to, co przybędzie podczas bożonarodzeniowego obżarstwa ;) Korzystając z wolnej chwili, chciałem teraz poruszyć jeden temat, o którym się głośno nie mówi, ale czasami się pojawia i może mieć negatywny wpływ na drużynę. Dodam, że problemu tego nie dostrzegałem do ostatniego meczu i w zasadzie pomógł mi go zauważyć ktoś inny.
Mam tu na myśli problem z podziałem czasu gry. W trzech pierwszych meczach temat jakby nie istniał, bo zawsze kogoś nie było, a gdy na mecz przychodzi 6-7 graczy to sprawy nie ma. Problem się robi, gdy, tak jak na meczu z Meblobudem, na pojedynku pojawia się pełna kadra. Gdy na spotkaniu jest do dyspozycji 9 graczy (a w przyszłym sezonie jeśli dojdzie Mutus - 10), a do podziału jest jak wiadomo nie zatrzymywane 40 minut i każdy chce grać, to problem robi się wcale niemały. W tym miejscu rodzi się kilka pytań, na które musimy sobie wspólnie odpowiedzieć.
Sprawą pierwszą jest to, kto ma dokonywać zmian. Do tej pory założenie było takie, że ten kto czuje choćby lekkie zmęczenie prosi o zmianę i wchodzi za niego świeży zawodnik. Założenie dobre, ale wadliwe. Raz, że dla wielu jedna kwarta to za mało, żeby się rozgrzać a co dopiero zmęczyć. Dwa, że da się też zauważyć, że nie każdy jest uczciwy w tym założeniu, a jak myślę, zwykle jest to nieświadome. Można bowiem nieraz zauważyć, że zawodnik nie zapierdala z całych sił do kontry albo nie wraca pędem do obrony, a mimo to o zmianę nie prosi. Okazuje się zatem, że ktoś te zmiany robić musi. Nie mamy trenera, który by problem rozwiązywał, dlatego musimy sobie radzić sami. Pytanie, czy chcemy powierzyć tę niewdzięczną funkcję jednej osobie czy wymyślimy coś innego. Jako kapitan czuję obowiązek podać przed meczem wyjściową piątkę. Nie odczuwam za to prawa do decydowania, o tym kto ma grać (i jak długo) a kto nie, zwłaszcza, że każdy za rozgrywki płaci z własnej kieszeni. Co gorsza w sytuacji takiej jak ostatnio, trzeba zakładać, że niektórzy (jeśli nie większość) nie będą zadowoleni z ilości minut spędzonych na parkiecie. Tak naprawdę to czasami chyba lepiej dla drużyny jest, gdy nie wszyscy wyjdą nie boisko. Nie chodzi o to, że istnieje jakiś podział na dużo lepszych i dużo słabszych. Czasem jednak - choćby w zawodowej koszykówce - trenerzy trzymają po prostu to ustawienie, które najlepiej w danym meczu funkcjonuje. Skoro u nas jednak nie ma trenera, jak zdecydować kto ma grać a kto nie? Jak wspomniałem wcześniej pełnienie roli osoby decydującej o zmianach jest zadaniem niewdzięcznym. Co gorsza, gdy samemu się gra i pełni częściowo rolę grającego trenera jest bardzo trudno o obiektywizm. Wydaje mi się jednak, że wciąż jest to rozwiązanie najlepsze. Jeżeli nikt nie ma sprzeciwu mogę tę rolę pełnić, chyba, że ktoś uważa, że się do tego lepiej nadaje, to chętnie ustąpię. Kluczowe jednak, żeby na koniec sprawa była jasna i bezdyskusyjna. A może ktoś zaproponuje inny sposób? Może zmian powinna dokonywać kolegialnie „ławka rezerwowych”, czyli osoby nie grające w danej chwili? Pełnią one przecież w tym momencie rolę obserwatorów i łatwiej im jest ocenić, kto gra dobrze a kto nie i co funkcjonuje lepiej a co gorzej. Pytanie tylko czy takie nie do końca sprecyzowane rozwiązanie (ławka jest przecież „ruchoma”, a i zdania osób na niej mogą być różne) nie doprowadzi do kolejnych niejasności. Może wszak dojść do takiej sytuacji, że każdy z ławki będzie uważał, że pierwszą osobą, która powinna wejść na pakiet jest... on sam.
Kolejna sprawa to kwestia tego, kto powinien z założenia grać, a kto nie. I czy w ogóle to można zakładać. Można np. uznać, że wyznacznikiem tu będzie obecność i pot wylewany na środowych treningach. Ale czy rzeczywiście może być to główny wyznacznik? Niektórzy nie mogą przychodzić akurat w środy. Często też komuś coś wypada. Czy to powinno ich od razu dyskwalifikować z większej ilości minut na parkiecie? A co jeżeli dana osoba nie była w środę na treningu, ale za to grała gdzieś indziej 3 razy w tygodniu, poza tym była 2 razy na siłowni i raz na basenie? Czy nie ma dużej szansy, że zagra ona lepiej niż ktoś, kto przez cały tydzień tylko 1,5h biegał po hali na Szkockiej i nic innego ze swoją formą nie robił? W tym momencie musimy sobie zatem zadać pytanie, czy ma być sprawiedliwie w rozumieniu, że trening = minuty gry na parkiecie, czy może ma być najlepiej dla drużyny pod względem sportowym. Osobiście uważam, że na minuty gry powinno wpływać więcej czynników niż tylko obecność na treningach. Jednym z kluczowych jest tzw. „dyspozycja dnia”. Jeżeli okazuje się, że zawodnik już na początku meczu łapie rytm, gra zespołowo, dobrze broni, biega do kontry, dominuje na desce, trafia kilka rzutów to chyba swoją postawą nie tylko zasługuje na więcej minut, ale po prostu jest drużynie potrzebny na boisku, a nie na ławce. Inna sprawa, że o minuty gry trzeba walczyć przez cały czas, budując formę i udowadniając na treningach, że jest się przydatnym dla drużyny. Nie może być tak, że się po prostu przyjdzie kilka razy na trening i już się zasługuje na grę. Trzeba najpierw swoją formą udowodnić, że jest się lepszym od innych. Na meczu za to trzeba też sobie zdawać sprawę, że nie ma dużo czasu na „wchodzenie w rytm”. Każdy musi mieć świadomość, że jeżeli przez kilka minut gra mu się nie klei to znaczy, że należy dać szansę innym, którzy może akurat będą mieli swój dzień. Reasumując, moje zdanie jest takie, że treningi są doskonałą okazją do zgrywania się, do budowania formy indywidualnej, do udowadniania swojej przydatności dla drużyny, ale nie są jedynym jej wyznacznikiem. Decydować muszą także ogólna forma i kondycja, dyspozycja dnia, indywidualne umiejętności oraz elementy, które funkcjonują na konkretnego przeciwnika. Czasem bowiem potrzebny będzie niski szyki zawodnik do kontry, a niekiedy ktoś wolniejszy ale za to silniejszy i lepszy w obronie. Raz działać będą rzuty, a raz wjazdy. Najważniejsze jednak, żeby każdy zdawał sobie przed meczem sprawę, że to może być akurat mecz, w którym lepiej sprawdzą się inni.
Jak widać problem podziału czasu gry jest kwestią złożoną i nie ma jasnych wyznaczników i mierników tego, kto ile powinien występować w danym meczu. Niestety zazwyczaj będzie tak, że ktoś będzie niezadowolony. Ważne jednak, aby każdy spróbował przedłożyć dobro drużyny ponad własne ego. Nie jest to wcale proste. Wiem to choćby z własnego doświadczenia. Często nawet nie będziemy się zgadzali, z podziałem, który nastąpi, ale dopóki nie jesteśmy w stanie zaproponować czegoś lepszego, nie powinniśmy mieć pretensji. Proszę każdego, kto ma jakieś propozycje i/lub uwagi do tego, co jest napisane powyżej, aby śmiało wypowiadał się w komentarzach albo po prostu powiedział co myśli na treningu lub przy innej okazji. Atmosfera w drużynie jest dobra i póki co problem się nie uwidaczniał. Jestem jednak zdania, że gdy pojawią się sygnały czegoś, co może mieć negatywny wpływ na drużynę, należy o tym rozmawiać, zanim stanie się dużym problemem. Najlepiej chyba będzie jeżeli o tego typu sprawach będziemy decydować wspólnie i nie będzie to w żaden sposób narzucone. Ważne, żeby wypracować jedno wspólne stanowisko, którego każdy będzie miał pełną świadomość.
Krzychu

1 komentarze:
Nie znalazłem maila kontaktowego do autora, więc piszę tutaj:
Z przyjemnością informuję, że pana blog znalazł się wśród 15 nominowanych do tytułu
Koszykarski Blog Roku 2009. Głosowanie odbywa się na portalu
PolskiKosz.pl na stronie głównej w prawym dolnym rogu i zakończy się
30 grudnia o godzinie 20.00.
Informacje o konkursie:
http://www.polskikosz.pl/news/21298/koszykarski_blog_roku_2009___glosujemy_
http://www.polskikosz.pl/news/21232/wybieramy_koszykarski_blog_roku_2009
Pozdrawiam
Jakub Wojczyński
red. nacz. www.PolskiKosz.pl
redakcja@polskikosz.pl
Prześlij komentarz
Uwaga: Po napisaniu komentarza, w polu "Komentarz jako:", wybierz "nazwa/adres URL", a gdy pojawi się nowe okno - podpisz się w polu "nazwa" i naciśnij przycisk "Dalej". Możesz też podać swój adres e-mail lub stronę domową w polu "adres URL". Następnie naciśnij przycisk "Zamieść komentarz", aby po chwili twój komentarz był widoczny pod postem.