Nawet nie wiem od czego zacząć opis naszego debiutanckiego meczu w I lidze Wrobasketu. Zawsze marzyliśmy o grze z najlepszymi amatorskimi koszykarzami w mieście. Wierzyliśmy, że będziemy w stanie podnieść swój poziom na tyle, żeby móc walczyć, jak równy z równym, z czołówką. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że jakoś udało się wejść do I ligi. Jak pokazał wczorajszy mecz, weszliśmy tam formalnie, ale poziom naszej gry pozostał gdzieś na poziomie 3 ligi Wronba.

Chyba nawet najwięksi pesymiści nie sądzili, że początek meczu będzie taki dramatyczny. Każdy wiedział, że wszyscy przeciwnicy z naszej małej "grupy śmierci' prezentują poziom Superwronby, ale chyba mało kto zdawał sobie tak naprawdę sprawę, co to oznacza. No to teraz już wiemy. Bieganie (choć właściwiej byłoby użyć sformułowania "zapierdalanie") od pierwszej minuty "non stop". Bezlitosne wykorzystywanie czystych pozycji. Ciągła presja na graczu z piłką (i bez piłki też). Mocna, fizyczna gra w obronie i w ataku. Defense, zbiórka, kontra i tak na okrągło, bez chwili przerwy, nie pozwalając zdominowanemu przeciwnikowi na chwilę oddechu.

Przeciwnicy pozwolili nam na jedno. Mianowicie, sprawili, że podczas wczorajszego meczu, każdy znów mógł się poczuć jak osiemnastolatek, który opuścił podwórko i pierwszy raz mierzył się w meczu o stawkę. Tak właśnie wyglądaliśmy wczoraj na boisku - jak drużyna, która nie za bardzo wie, o co chodzi w tej całej zabawie w koszykówkę. Oczywiście, że przeciwnicy byli szybsi, silniejsi i lepiej wyszkoleni technicznie. Smutne jest tylko to, że przez tyle lat gry nie potrafiliśmy się nauczyć choć odrobiny opanowania.

Ciężko tutaj opisywać wszystkie nasze słabości, bo można by o nich napisać jakąś powieść. Skupmy się zatem tylko na tych najbardziej kluczowych aspektach gry w koszykówkę, które pozwalają rywalizować z najlepszymi.

Zdrowie
Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości, jakie znaczenie w koszykówce ma forma fizyczna. I to nie chodzi już tylko o kondycję. Trzeba być szybkim, żeby móc biegać. Trzeba być silnym, żeby móc walczyć. Trzeba być wytrzymałym, żeby móc przetrwać. Niestety tego nie da się wypracować przez tydzień czy miesiąc. To są lata ćwiczeń na sali, na siłowni, w domu. Litry potu wylane, tylko po to, aby nie dać się stłamsić przeciwnikowi. A to się właśnie wczoraj z nami stało. Zostaliśmy stłamszeni. Jedno zatem już wiemy - bez zdrowia nie mamy czego szukać na tym poziomie.

Spokój
Dobre doświadczone drużyny, które nie są już w stanie wygrywać meczów bieganiem (patrz: Limex), szukają spokoju i konsekwencji. Zasłona, wyjście, podanie, wjazd, rozrzucenie, piłka pod kosz, rzut. Dwadzieścia sekund akcji - dwadzieścia sekund odpoczynku. Jak nam powtarzał trener Kalinowski "w koszykówce odpoczywa się w ataku". W jaki sposób chcemy zatem rywalizować z drużyną tak wybieganą jak BPS Air, skoro sami oddajemy rzuty szybko, nerwowo, po szarpanej akcji, z obrońcą na twarzy. Ktoś może powiedzieć, ze jeszcze się nie oswoiliśmy z zagrywkami. Ale to tak naprawdę są 2-3 ruchy, których uczą na podstawach gry w koszykówkę. Tu nie chodzi o klepanie schematów. Tu chodzi o opanowanie, a przede wszystkim o myślenie!

Czynnik strachu
To w zasadzie wiąże się bezpośrednio, z tym co jest napisane powyżej. To, że przeciwnik jest lepszy, nie znaczy, że należy się go bać. A wczoraj to wyglądało tak, jakby przynajmniej połowa drużyny była przestraszona. Nie zapominajmy, że Ci kolesie to też tylko ludzie. Z tą tylko różnicą, że jak widzą twój strach to potrafią go wykorzystać. To jest to, co robią dobre drużyny - wykorzystują twoje słabości. Jeżeli moją słabością jest obawa o to, że za chwilę stracę piłkę to lepiej w ogóle nie brać jej do ręki i zostać w domu przed telewizorem. Możemy przegrywać z Limexami, BPSami czy innymi Takami. To nie wstyd. Ale jeżeli mamy się ich bać to lepiej nie wychodźmy w ogóle na boisko.

Jak to mówią, "pierwsze koty za płoty". Trudno przypuszczać, że teraz będzie łatwiej. Czekają nas przecież wyrafinowani mistrzowie z Limexu czy Tako oraz głodne sukcesu Sobótka i Sampraus. Już nie wiem, którzy dla nas lepsi. W zasadzie zastanawianie się na tym nie ma sensu. Przed sezonem mówiliśmy, że to właśnie wolimy - dostawać lanie od dobrych, niż wyrównane mecze ze słabymi. No to wczoraj właśnie to dostaliśmy. Jedyne czego nam teraz zrobić nie wolno to spuścić głowę i przyznać, że jesteśmy za słabi na ten poziom. Może po sezonie tak, ale nie teraz. Czeka nas kilka kolejnych meczów. Zapewne kilka kolejnych upokorzeń. Ale potem będzie walka o utrzymanie. Możemy przegrywać, ale pokażmy, że umiemy walczyć, że mamy jaja. Udowodnijmy przede wszystkim sobie, że mamy honor.

Team WTK vs BPS Air 33:86

Krzychu

1 komentarze:

Tomek pisze...

Dokładnie, sezon się nie kończy na meczach w tej grupie. będą później gry o utrzymanie. Wynieśmy teraz jak najwięcej, musimy walczyć na maxa i zapierdalać żeby zaprocentowało to w następnej fazie. To że trafiliśmy na taką grupę nie oznacza, że nie zasługujemy aby się utrzymać.

Prześlij komentarz

Uwaga: Po napisaniu komentarza, w polu "Komentarz jako:", wybierz "nazwa/adres URL", a gdy pojawi się nowe okno - podpisz się w polu "nazwa" i naciśnij przycisk "Dalej". Możesz też podać swój adres e-mail lub stronę domową w polu "adres URL". Następnie naciśnij przycisk "Zamieść komentarz", aby po chwili twój komentarz był widoczny pod postem.