Długo czekaliśmy na ten mecz. Ponad miesiąc. Do tego można doliczyć cały weekend. Niefortunny terminarz sprawił bowiem, że graliśmy w najpóźniejszym możliwym terminie - niedziela, 21:00. Nie mogliśmy nawet obejrzeć do końca Gran Derby, które dla niektórych są niemal świętością.

Nic dziwnego, że, gdy o 21 na parkiecie nie było widać żadnego przeciwnika, a gdy sędzia odgwizdał 3 minuty do rozpoczęcia meczu, było ich raptem czterech, na naszych twarzach pojawiło się rozczarowanie. Nie po to się przecież zapisujemy się do tych rozgrywek, żeby wygrywać walkowerami. Na szczęście w ostatniej chwili pojawił się piąty. Mecz można było zacząć. Jak się za chwilę okazało, pojawił się, aby za moment zniknąć. Był to gracz kontuzjowany i przyjechał tylko po to, aby drużyna Maciek Team uniknęła walkowera. Zaraz po pierwszym gwizdku zszedł z boiska. Przeciwnicy grali zatem w czwórkę.

Wbrew pozorom nie jest łatwo dobrze zagrać w takiej sytuacji. Zdajesz sobie sprawę z przewagi liczebnej nad rywalem, która w koszykówce znaczy jeszcze więcej niż w piłce nożnej. Jednak ta świadomość staje się jednoczenie twoją słabością. Chcąc nie chcąc dostrzegasz, że nie musisz już dawać z siebie 100%. Nie musisz koniecznie być pierwszym w obronie, bo jest jeszcze 4 partnerów, którzy mogą zatrzymać przeciwników. Nie musisz też martwić się cały czas, aby kryć jednego zawodnika, bo czasami nie ma przecież kogo kryć. Odpowiedzialność na twoich barkach jest lżejsza. Można wszak niewiele się przyłożyć, a i tak pewnie wygrać.

Mecz ten można było rozegrać na kilka sposobów. Jeden skrajny to taki, że wygrywamy jak najmniejszym nakładem sił, przy okazji bawiąc się i lekceważąc rywali. Inna wersja jest taka, że traktujemy ten mecz tak samo jakby przeciwnik był w dziesięcioosobowym składzie i toczylibyśmy z nim twardy bój o awans, gryząc parkiet i walcząc o każdą piłkę do upadłego. W naszym wykonaniu wyszło z tego coś pomiędzy.

Nie da się ukryć, że pierwsza piątka po zejściu jednego przeciwnika, była nieco zdezorientowana. Dobrym pomysłem było wzięcie czasu. Po nim, jak dzika ruszyła kontra. Wyprowadzana była lepiej lub gorzej, ale pozwoliła szybko uzyskać pewne prowadzenie. Za chwilę wszedł Marcin i zaproponował kolejny dobry pomysł - krycie już na całym boisku. Dzięki temu rywale już nie tylko mieli problem ze zmieszczeniem się z rzutem w 24, ale w ogóle nie za bardzo potrafili wyprowadzić piłkę z własnej połowy. Obrona bez odpuszczania, przechwyty, zbiórki, szybki atak. Pierwsza połowa zakończona dobrym wynikiem. Przeciwnicy rzucili tylko 8.

Na tym jednak dobra gra się skończyła. Spadek motywacji był nadto wyraźny. Z naszą grą zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Najmniejszy zawodnik na boisku zaczął nam zbierać piłki raz za razem. Nasz kontratak zmienił się w klasyczny run&gun, a cały mecz zaczął bardziej przypominać grę w zbijaka, gdzie jedni stoją na jednej połowie, drudzy na drugiej i przerzucają piłkę między sobą. Co ciekawe to rywale lepiej na tym wyszli i zaczęli nas punktować z „kontrkontrataków”.

O końcówce można powiedzieć tylko tyle, że udało się ją jakoś dograć. Zastanawiające tylko, dlaczego niektórzy sobie bo boisku człapią, mimo iż na ławce siedzi trzech innych. Nie masz siły/ochoty/motywacji? Zejdź! Może drużyna coś na tym jeszcze zyska.

Po meczu jeden z przeciwników zaczął narzekać, że podeszliśmy do gry „zbyt ambitnie”. To ja się w takim razie pytam, po co w ogóle grać w takiej lidze. Jeżeli chcą sobie pograć dla frajdy, to niech idą na boisko i grają... 2 na 2. Będą chociaż równe składy. Może teraz przynajmniej zapamiętają, że z WTK żartów nie ma;).

Krzychu

3 komentarze:

MarcinM pisze...

Link do statystyk :) http://lh4.ggpht.com/_tHHcVceimQs/SxQsglgtFFI/AAAAAAAABTQ/P342_ZaHBBw/skanuj0014.jpg

adam pisze...

ja tylko chciałem powiedzieć, że jeszcze nigdy nie byłem tak kiepski, tak bez formy i tak nie pewnie czułem się na parkiecie jak obecnie. To jest fakt. Plan jest taki, że zamierzam regularnie odwiedzać salę w środy + jakieś tam ćwiczenia w domu a kolegów z drużyny proszę o wyrozumiałość :)

Krzychu pisze...

E tam Adam nie bądź taki samokrytyczny ;) Spróbuj na treningu parę wjazdów, dostań parę bloków, rzuć kilka cegieł a forma wróci szybko. Tylko zacznij znowu jarać, bo niepalenie jest bez sensu i przeszkadza w budowanie kondycji ;)

Prześlij komentarz

Uwaga: Po napisaniu komentarza, w polu "Komentarz jako:", wybierz "nazwa/adres URL", a gdy pojawi się nowe okno - podpisz się w polu "nazwa" i naciśnij przycisk "Dalej". Możesz też podać swój adres e-mail lub stronę domową w polu "adres URL". Następnie naciśnij przycisk "Zamieść komentarz", aby po chwili twój komentarz był widoczny pod postem.