14 gru 2009

Kontrola emocji

W dniu wczorajszym (13.12.2009r.) zdawaliśmy sprawdzian. Sprawdzian, który miał pokazać, czy jesteśmy już drużyną mocną, która potrafi walczyć o wyższe cele niż druga liga Wrobasket, czy zespołem, który wciąż ma wiele do nadrobienia. Sytuacja była jasna: wygrywamy mecz - wygrywamy grupę, przegrywamy - zajmujemy przedostanie miejsce w tabeli. I choć porażka nie przekreśla chyba jeszcze naszych szans na awans, to pojawiło się poczucie, że wczorajszy test został oblany.

Ktoś kiedyś napisał, że w koszykówce jest jak w życiu – nie masz wpływu na wszystko, ale to jak potrafisz kontrolować rzeczy, które od ciebie zależą, decyduje o tym jakie osiągasz wyniki. Wczorajszy mecz był tego doskonałym przykładem.

Drużyna Meblobud.pl jest zespołem, który już dosyć dobrze znamy i za którym, łagodnie rzecz ujmując, nie przepadamy. Składa się głównie ze starych wyjadaczy parkietów, którzy swoje braki kondycyjne nadrabiają złośliwymi zagraniami łokciami, brutalnymi faulami i słownymi docinkami, które mają na celu sprowokowanie rywali do gry opartej na nerwach i przepychankach. Sami w tym za to czują się najlepiej.

Już sam początek meczu w naszym wykonaniu był nerwowy. Nie mieli na niego jednak wpływu ani przeciwnicy, ani sędziowie. Ciężko powiedzieć, co jest tego przyczyną, ale słabe początki stają się pomału normą WTK. Tak było w meczu z Gospodą, tak było z Kwintetem i nawet z grającym w czteroosobowym składzie zespołem Maciej Team. I tym razem po raz kolejny zamiast podzielić się piłką, pozwolić, aby każdy gracz wczuł się w mecz, złapał rytm, my zaczynamy od szybkich rzutów z nieprzygotowanych pozycji, ryzykownych podań czy fauli przy spóźnieniach w obronie. Nic dziwnego, że przeciwnicy szybko odskoczyli na spokojne kilkunastopunktowe prowadzenie.

Co gorsza dla nas, do gry włączyli się sędziowie. Para, która nam gwizdała, była, jak na standardy DZKosz, wyjątkowo słaba. Zdaje się, że byli to zupełni nowicjusze. Sędziowali bardzo aptekarsko i co gorsza pojawiło się wrażenie, że gwiżdżą tylko w jedną stronę. To sprowokowało dodatkowe nerwy, a przeciwnikom tylko w to graj. Pytanie tylko, co można zrobić, gdy sędziowie zaczynają mecz od gwizdania w taki a nie inny sposób? Czy można mieć na to jakiś wpływ? Czy krzyki i wkurwianie się mogą pomóc? Nie. Czy jest zatem coś, co możemy kontrolować? To zastanówmy się, czy jeżeli słabi sędziowie gwiżdżą każde machnięcie ręką, każdą próbę bloku czy przechwytu, czy nie można się po prostu dostosować do sposobu ich sędziowania? Czy nie lepiej jest trzymać ręce szeroko kryjąc na obwodzie, a wysoko walcząc z graczem pod koszem? Czy ci przeciwnicy byli tak dobrzy, że musieliśmy im koniecznie zabierać piłkę z rąk?

Mimo podenerwowania gra naszej drużyny w drugiej kwarcie zaczęła wyglądać lepiej. Przede wszystkim nieźle zaczęła funkcjonować obrona. Cieszyć też może fakt, że momentami gra naszej drużyny przypominała fajną zespołową koszykówkę. Podawaliśmy, rozrzucaliśmy, pojawiły się czyste pozycje i efekt tego był taki, że zdobyliśmy kilka łatwych punktów spod kosza i rzutami z półdystansu.

Trzecia kwarta była jeszcze lepsza. Świetną robotę wykonywał Marcin, który kilkakrotnie wymusił przewinienia ofensywne przeciwników. Obrona funkcjonowała, jak za najlepszych lat. W wyniku tego pojawiły się przechwyty i kontra. Grzechu parę razy świetnie długimi podaniami wypuszczał kolegów na sytuację sam na sam z koszem. Weterani z Meblobudu.pl wyraźnie zaczęli opadać z sił. Wydawało się, że możemy dogonić rywali, których przewaga topniała z minuty na minutę.

Niestety w końcówce emocje znowu wzięły górę. Sędziowie dalej gwizdali to samo, a my dalej nie mogliśmy się z tym pogodzić. Przykre jest to, że ustalamy sobie podczas przerwy wziętej na żądanie, że zamykamy gęby, a za chwilę popełniamy kolejne przewinienie techniczne. Sami wbijaliśmy sobie nóż w plecy, obrażając sędziów, którzy wyraźnie zaczęli się na nas mścić. Czy pierwszy raz mieliśmy taką sytuację? Ile razy w meczach we Wronbie przegrywaliśmy w takich okolicznościach i ile jeszcze razy musimy tak przegrać, żeby zrozumieć, że z sędziami się nie wygra. Jeżeli niesłusznie piąte przewinienie odgwizdano Marcinowi, to czy nie lepiej by było, gdyby zamiast rzucać kurwami, po prostu ktoś wszedł i postarał się zagrać nie gorzej niż on? Czy nie możemy się skupić tylko na tym, co sami jesteśmy w stanie kontrolować?

Efekt tego wszystkiego jest taki, że sędziowie z uśmiechem na ustach odgwizdywali nam kolejne faule, przeciwnicy cieszyli się z łatwej wygranej, a jedynymi przegranymi tego wieczoru zostaliśmy my sami. Ta porażka zabolała. Zabolała tym bardziej, że przeciwnik był słaby. Przecież oni pudłowali nawet seryjnie osobiste po przewinieniach, które nas tak bardzo irytowały. Jakby to powiedział trener Kalinowski, przegraliśmy frajersko. Sprawa pierwszego miejsca w grupie była w naszych rękach i mimo, że sędziowie gwizdali jak gwizdali, wciąż w nich pozostawała. Wystarczyłoby, abyśmy zajęli się tylko i wyłącznie swoją grą. Być może też byśmy przegrali. Po meczu też pewnie mielibyśmy pretensje do sędziów, ale przynajmniej moglibyśmy sobie powiedzieć uczciwie, że kontrolowaliśmy wszystko, co było od nas zależne.

Krzychu

4 komentarze:

TomekS pisze...

Ja myślę, że jeszcze jednym ważnym powodem naszej porażki była podkoszowa gra Andrzeja Wierzgacza (nr 12). Muszę przyznać, że nie byłem za bardzo w stanie zatrzymać go pod koszem, wiele razy zbierał nade mną piłkę i dobijał. Złapałem na nim 3 faule. Uważam, że bez jego 14 punktów i tych dobitek pod koszem (reszta graczy mało trafiała) spokojnie byśmy ich pojechali. Przyznaję, że dawno już nie grałem przeciw tak dobremu, wyskiemu gosciowi (205) a jednoczesnie tak utytułowanemu - 5 krotny mistrz Polski ze Śląskiem.
To prawda, za dużo "gadaliśmy" z sędziami, ale też były długie fragmenty świetnej obrony. Musimy się nauczyć utrzymywać taką intensywność defensywy przez pełne 40 min - takie mecze tak się wygrywa. Wg mnie, celem na najbliższy czas, mecze powinna być jeszcze większa poprawa jakości, intensywności obrony.

Góral pisze...

Ja za bardzo nie wiem, co mam myśleć o tym meczu i o tym, co się w jego trakcie z nami stało. Zawsze byliśmy w gorącej wodzie kompani i zawsze mieliśmy problemy w meczach, w których sędziowie chcieli być głównymi bohaterami. Na pewno powinniśmy coś z tym zrobić, ale dla mnie najważniejsze jest to, że w tym sezonie (do tej pory) graliśmy dla przyjemności z radością i bardzo chcieliśmy wygrywać, a przez pierwszą kwartę meczu z Meblobudem poczułem się jak na parkietach WRONBA - wszyscy wydawali się być spięci, zdenerwowani i choć mówili o wygranej nie było widać zaciekłości (zaangażowania). Nie zrzucałbym winy na początkowe nerwy, ale z drugiej strony nie wiem, czym może być to spowodowane.

adam pisze...

Spokojnie - trafił nam się trudniejszy przeciwnik + sędziowie mieli swoje ale i wyszła z tego przegrana. Myślę, że każdy z nas czerpie radość z gry w takim teamie tylko jeszcze trochę za mało jesteśmy zgrani ale to przyjdzie z biegiem czasu. Uważam, że jeszcze powalczymy. Trzeba wyciągnąć z tego meczu naukę i iść dalej do przodu. Więcej spokoju i wyrachowania oraz wiary w siebie i partnerów na boisku a efekty będą widoczne.

Bartek pisze...

Ciężko w tym meczu dostrzegać pozytywy, ale ja jeden odnalazłem - dla mnie dość ważny. W poprzednich sezonach zdarzało się, że w trudnych meczach (ze strony przeciwnika czy sędziów) zamiast jednoczyć siły wrzeszczeliśmy na siebie nawzajem. W tym sezonie nie było takiej sytuacji, czego dowodem był ostatni mecz, który pomimo wielu stresujących sytuacji nie doprowadził do kwasu w drużynie. Jeżeli uda się podnieść intensywność gry, a przede wszystkim grać równo cały mecz, już się cieszę na następne mecze. Byleby tylko zaistnieć grą, a nie głupim technicznym i kilkoma minutami spędzonymi na parkiecie.

Prześlij komentarz

Uwaga: Po napisaniu komentarza, w polu "Komentarz jako:", wybierz "nazwa/adres URL", a gdy pojawi się nowe okno - podpisz się w polu "nazwa" i naciśnij przycisk "Dalej". Możesz też podać swój adres e-mail lub stronę domową w polu "adres URL". Następnie naciśnij przycisk "Zamieść komentarz", aby po chwili twój komentarz był widoczny pod postem.