Nieporozumienie, potwarz, wstyd, upokorzenie... to tylko niektóre ze słów, których używamy podsumowując miniony sezon. Statystyki nie kłamią: 9 rozegranych meczów i 9 porażek, średnio 34,1 punktów zdobytych i średnio 64,1 punków straconych. Czy trzeba pisać coś więcej? Przecież jesteśmy słabsi niż słabość i żałośniejsi niż żałosność... nie trzeba nic więcej dodawać. Myśląc o tym wszystkim człowiek zaczyna się zastanawiać, jak to w ogóle możliwe, że graliśmy w pierwszej lidze. My przeciwko tym wszystkim wspaniałym drużyną. My przeciwko tym wszystkim fantastycznym zawodnikom. Czy coś się komuś pomyliło, czy zamiast nazwy innego zespołu ktoś omyłkowo wpisał WTK? Hmm... chyba jednak nie. Można mówić, że mieliśmy ogromnego farta awansując. Można mówić, że mieliśmy dużo więcej szczęścia niż rozumu i umiejętności. Można mówić, co tylko się chce, bo awansowaliśmy. Można mówić, co tylko się chce, bo spadliśmy. Szkoda tylko, że nie mówi się o tym, co było wtedy dla nas najważniejsze. Nie mówi się o radości z gry. Przecież właśnie w poszukiwaniu radości z gry zmieniliśmy ligę, to właśnie po to, mieliśmy nie przejmować się wynikami i rozegrać sezon na luzie. Chcieliśmy sobie przypomnieć, jak to fajnie pograć o coś więcej niż o przysłowiową pietruszkę i czuć z tego radość i satysfakcję. No i rzeczywiście tak było. Okazało się, że gra może być przyjemnością i okazało się, że jak nią jest, to przy odrobinie szczęścia możemy wygrać 2 ligę. Ciężko jest jednak powstrzymać wybujałe ego i nadmierną ambicję, kompleksy i niedowartościowanie. Skoro udało się nam awansować, to powinniśmy zrobić wszystko, żeby walczyć i wygrywać. Powinniśmy gryźć parkiet i walczyć o każdy centymetr boiska... Kogo my chcieliśmy oszukać, bo oszukaliśmy sami siebie, a teraz mamy jeszcze do siebie pretensje. Nie byliśmy gotowi na grę w pierwszej lidze, nie byliśmy gotowi nawet na przegrywanie w niej. Wiedzieli o tym wszyscy, tylko nie my... Gdy przenieśliśmy się do tej ligi dwa sezony temu i rozegraliśmy pierwszy mecz, to czułem się jak kiedyś grając w liceum, czułem, że kocham grać w koszykówkę. Gdy rozegrałem swój ostatni mecz, czułem się z goła inaczej, czułem się winny, że gram.
Góral
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O nas
Wojszyckie Towarzystwo Koszykówki to nieformalna organizacja zrzeszająca miłośników koszykówki.

0 komentarze:
Prześlij komentarz
Uwaga: Po napisaniu komentarza, w polu "Komentarz jako:", wybierz "nazwa/adres URL", a gdy pojawi się nowe okno - podpisz się w polu "nazwa" i naciśnij przycisk "Dalej". Możesz też podać swój adres e-mail lub stronę domową w polu "adres URL". Następnie naciśnij przycisk "Zamieść komentarz", aby po chwili twój komentarz był widoczny pod postem.